in Kobieta, Łączność z bazą

Zarzucam kotwicę

at
zarzucam-kotwice

Mogę na palcach jednej ręki wyliczyć momenty, które były warte tego, aby zrobić im mentalne zdjęcie, dokładnie w tej mikro sekundzie, w której się działy. Było ich naprawde niewiele, a ja musiałam robić ostrą selekcję, żeby wybrać te najlepsze i warte zapamiętania.

Teraz mogłabym siebie szturchnąć i rzucić coś w stylu: ale poważnie, to mamy jakieś kryteria momentów, które mają prawo stać się wyjątkowymi? No proszę Cię, kobieto!

Och, jak bardzo się zmieniłam. Wiem o tym, kiedy przypominam sobie swoje argumenty stojące za tym, że powinnam być szczęśliwa lub nie. Wiem to wtedy, kiedy słyszę, że płynę, a nie chodzę, że jestem „jakaś taka magiczna”, że bije ode mnie blask. Czuję, że jest inaczej. Czuję, że jestem wyżej. Czuję, że powinnam robić więcej dobrych rzeczy. Czuję się w obowiązku, zdradzić Wam kilka sekretów, które sprawiają, że moje życie staje się dokładnie takie o jakim marzyłam.

Zacznijmy od mentalnych fotografii.  

Teraz sobie myślę, że powinnam robić takie zdjęcia każdego dnia. Zdjęcie każdej chwili, w której czuję się dobrze i w której latam. Powinnam mieć już cały regał albumów w swojej głowie, które mogłabym przeglądać w gorszych chwilach.

A ja tymczasem mam w głowie jeden moment, w którym wiruję w rytm góralskiej muzyki, trzymając skrzyżowane ręce z moją przyjaciółką. Jest sylwester 2012/2013, a ja patrzę na Joey, patrzę na choinki odzobione papierowymi dekoracjami, słyszę góralskie okrzyki, czuję ból w kolanie po wspinaczce w kijowych butach, wiruję, wiruję, wiruję… i czuję wewnątrz dziwne uczucie… początku.

Owszem, był to początek jednej z najtrudniejszej lekcji jakie przyszło mi odbyć, ale wrażenie magii tej chwili towarzyszy mi za każdym razm jak wracam myślami do tej nocy.

Chcę tego więcej.

Zarzuć kotwicę

W książce „Twoje drugie życie zaczyna się kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno” padło hasło: zarzuć kotwicę. O co chodzi? Chodzi o to, żeby każdy moment, każdą chwilę, każde wydarzenie zapamiętać bardzo dokładnie. Zrobić zdjęcie tej chwili, zarzucić kotwicę i po prostu wyryć sobie w głowie to, co chcemy zapamiętać z danej sytuacji.  Żeby stworzyć kolejkę wydrarzeń, odczuć i emocji, do których wraca się z przyjemnością. Kojarzycie te chwile, które powinno się pamiętać całe życie, prawda? To one – sami je wybieracie i zapisujecie na dysku twardym.

Zarzucam kotwicę, kiedy mój Syn opowiada mi podekscytowane jak minął mu dzień w żłobku i wtedy, gdy sam bije sobie brawo po osiągnięciu kolejnego skilla na drodze ku dorosłości. Zarzucam wtedy, gdy oglądam z Nim najpiękniejszy i najbardziej różowy zachód słońca. Robię to też wtedy, gdy gram w kręgle z teamem, z którym pracuję i gdy piję zimną, słodką lemoniadę. Zapamiętuję każdy fragment: śmiech, radość, ciekawość i zdziwienie. Wiem, że kiedy o 23:00 razem z Joey piję na tarasie drinka z palemką  i czekamy na pizzę z rukolą to jeden z najpiękniejszych momentów tego roku. Wspominamy, śmiejemy się i dzielimy planami na przyszłość, a przy okazji chłoniemy ciepłą, letnią noc, a pies liże nas po stopach. Wiem, że jest cudownie, kiedy przyjaciel przyjeżdża do mnie z innego miasta, żeby zjeść ze mną śniadanie i wypić kawę, a przy okazji obgadać plan zagłady świata i około-związkowe rozterki.

Już nie sprawdzam, czy dany moment jest warty zapamiętania, po prostu zapamiętuję go. Nie szukam chwil, nad którymi będą strzelać fajerwerki, bo się nie doczekam, zapamiętuję te chwile, kóre sprawiają, że jest mi dobrze. Przede wszystkim zauważam to, że jest mi dobrze.

Zarzucanie kotwic ma też tę zaletę, że człowiek skupia się na faktycznym tu i teraz. Nie przenosi się do przeszłości, nie dryfuje po przyszłości, nie listuje zakupów i nie odkreśla listy zadań. Chłonie, przeżywa, tworzy sobie swój świat, swoją magię i sam decyduje o tym jak wspaniale będzie, bo tylko od niego zależy to jak się czuje.

Apel ode mnie: zarzucajcie jak najwięcej kotwic i róbcie jak najwięcej mentalnych zdjęć i sami sprawdźcie jakie czary się dzieję.

Nadine

  • Można się rozmarzyć

    • A tam romarzyć – trzeba robić! 🙂

  • powiem Cie, że ja od jakiegoś czasu prowadzę taki zeszyt, w którym co dzien piszę 3 rzeczy, które sprawiły mi radość. To też jest fajne, bo nie dość, że je zapamiętuję, to jeszcze każdego dnia uzmysławiam sobie, że mimo, ze oceniam dany dzień negatywnie, to jednak było w nim coś, co było pozytywne.
    To też swego rodzaju terapia chyba 😛

    • I działa, też tak robię. 🙂 !