in Kobieta

Jeden wielki burdel, czyli pozdrowienia z piwnicy

at
wielki-burdel

Teraz kiedy to piszę, powinnam już kłaść się spać. Obiecałam sobie, że będę więcej sypiać, żeby mniej przypominać zombie, kiedy o piątej rano dostaję telefonem w skroń z nakazem „Mamo, włącz strażaka Sama”.  Obiecałam sobie wiele rzeczy… i co ciekawe, coraz częściej mogę poklepać siebie po ramieniu i powiedzieć: dobra robota, mała! Idziemy dalej! To dla mnie niemała rewelacja, bo kiedyś tak nie było.

Jestem teraz w strasznie dziwacznym miejscu w życiu. Czuję, że jestem zupełnie inna niż te dobre pół roku temu, ale jeszcze nie na tym poziomie, na którym chciałabym być. Wpadłam w lukę. W tą nieszczęsną przerwę między starym a nowym.

Pewnym ruchem ręki chwyciłam klamkę i z całej siły domknęłam drzwi. Byłam tego pewna: że to jedyne racjonalne wyjście i jednocześnie jedyne najlepsze. Owszem, mogłabym sobie stać w progi, rozglądać się na boki, czekać na nie wiadomo co i nucić pod nosem. Ale coś podobnego praktykowałam już przed długie miesiące i zaprowadziło mnie to dokładnie tu, gdzie teraz jestem. Prawda jest taka, że jeśli niczego nie zmienisz, to nic się nie zmieni. Nie możesz oczekiwać innych rezultatów, kiedy ciągle robisz to samo. Tak samo – nie możesz oczekiwać od życia, że zaskoczy Cię czymś nowym, kiedy będziesz stać w drzwiach i zastanawiać się czy zostać, wycofać się, czy może nimi trzasnąć.  Moja odpowiedź brzmi: zamknąć i najlepiej przekręcić klucz.

Kiedy więc z całkowitą pewnością zamknęłam drzwi i usłyszałam zamek blokujący, odetchnęłam z ulgą. Czasem jedna decyzja zrzuca z serca kilka cegieł. Ale potem, kiedy już zachwycisz się tym uczuciem i w głowie zaświta Ci, że teraz możesz wszystko, okazuje się, że niezupełnie. Ze zdziwieniem odkrywasz, że weszłaś do ciemnego pokoju.

Okna są niedbale przysłonięte gazetami. Z zakurzonych prześwitów padają mdłe promienie słoneczne. To wystarczy, żebyś mogła rozejrzeć się po pokoju. Co widzisz?

Jeden wielki burdel.

Kartonowe pudła, kilka starodawnych mebli przykrytych warstwą krzu, stosy kartek – całe kilogramy makulatury. Jakieś worki osnute pajęczynami, kilka połamanych ramek po zdjęciach i tona piachu pod stopami. To Twoje życie, spokojnie, rozejrzyj się. Masz przecież czas.

Normalnie po takim trzaśnięciu drzwiami, przesuwałam nogą kilka kartonów, żeby dostać się do kolejnych drzwi.

One tam były. Zawsze są. Zwykle są tylko przysłonięte mniejszymi lub większymi życiowymi porażkami, które owszem, można przesunąć jedną nogą, ale to nie sprawi, że one znikną. Za każdym razem, gdy odsuwałam na bok wszystkie swoje koszmary i dopadałam kolejną klamkę, działo się to samo: zamek puszczał, drzwi się uchylały, a ja mogłam wyjść. Za mną wprawdzie do kolejnego pokoju wpadało trochę syfu, czasem więcej niż trochę, czasem mniej, ale potem, za każdym razem gdy podejmowałam decyzję o zamknięciu drzwi, wracałam do tej samej, ciemnej, zakurzonej dziupli z toną makulatury i innych życiowych porażek. I mogłabym tak robić w nieskończoność. W końcu w mojej dziupli jest jeszcze miejsce, a mi szkoda czasu na gruntowne porządki. Z drugiej strony, jeśli tyle syfu uzbierałam przez 25 lat swojego życia, to kto wie czy w okolicach pięćdziesiątki będzie jeszcze gdzie wracać? Może wtedy już nie domknę drzwi?

Tym razem przysiadłam na skraju starego stolika, rozejrzałam się porządnie i postanowiłam zrobić z tym porządek. To ta luka, między starym a nowym. Moment, w którym nie dzieje się NIC. Stagnacja. Chwila na zastanowienie. Cisza przed burzą. Można zwariować, a można też po prostu zacząć siebie odbudowywać. I ja zdecydowałam się na to drugie, chociaż przyznaję, byłam bliska tego pierwszego. Zrobiłam to, co powinnam była zrobić wiele miesięcy, jeśli nie lata temu – znalazłam psychologa. Po kilku tygodniach spotkań, już teraz jestem w stanie z pełną świadomością stwierdzić, że psycholog to moja najlepsza decyzja tego roku i żałuję, że tak długo się do tego zbierałam. Mam do posprzątania cały pokój (albo podwóko, jak wolicie) i zamierzam to zrobić raz a porządnie. Żeby potem z czystą kartą otworzyć drzwi do nowego i pewnym krokiem wejść w nowe życie. W nowy związek. W nowe wyzwania. W nowe przygody.

Jestem tego pewna, jak niczego innego na świecie.

A Ty? Masz już porządek u siebie, czy nadal odsuwasz na bok ten cały burdel?

Nadine

  • Lena Ziobro

    Jestes niesamowita w tym ze tak walczysz o siebie I Nie poddajesz sie, tak trzymaj😘

  • sidan

    Odsuwam i to z uporem maniaka. Ale muszę przyznać, że odkąd trafiłam na Twój powitalny post na grupie Ani to mi się jakaś zapadka w głowie ruszyła. Ostatni tydzień spędziłam na użalaniu się nad sobą ale to mam nadzieję część procesu 😉 A kolejny zapowiada się średnio pomyślny na wszelkie układanie czegokolwiek, bo moje starsze dziecko uznało że czas najwyższy znowu matce i sobie urozmaicić żywot kolejnym paskudnym choróbskiem ❤
    Na koniec dodam tylko, że swoim podejściem i tą decyzją jaką podjęłaś ruszyłaś mi w głowie, bo w jakimś stopniu jestem w podobnej do Twojej sytuacji. Dzięki, że o tym piszesz.

  • Dobrze, że nie boisz się przyznać, że potrzebujesz pomocy. Tak trzymaj!

  • Mnie fascynują Twoje notatki 🙂 Powiedz mi na jakiej zasadzie je stworzyłaś ?

  • Anna Michalowska

    Zapisuję sobie ten cytat ” Nie możesz oczekiwać innych rezultatów, kiedy ciągle robisz to samo. Tak samo – nie możesz oczekiwać od życia, że zaskoczy Cię czymś nowym, kiedy będziesz stać w drzwiach i zastanawiać się czy zostać, wycofać się, czy może nimi trzasnąć.” Świetnie napisane. Dziękuję