in Q&A, Uncategorized

Q&A – Kraków, wyprowadzka, mam tę moc!

at
qa-1

Zaczynamy nową serię! Q&A, czyli pytania i odpowiedzi. Trochę się tego zebrało, więc co jakiś czas będę odpowiadać na luźno powiązane ze sobą pytania. Pytania w dalszym ciągu możecie zadawać tutaj.

To co, zaczynamy?

Czy tęsknisz za życiem w Krakowie?

Tak, tęsknię. Z Krakowem mam love-hate relationship. Uwielbiam to miasto, ale są sprawy, które sprawiają, że nie biorę go pod uwagę w mojej przyszłościowej przeprowadzce. Wróć – nie brałam. Teraz sobie myślę, że jeśli pojawią się kwestie, które przeważą nad niedogodnościami wynikającymi z mieszkania w tym mieście, to przeprowadzę się tam i po prostu nauczę się żyć w takim a nie innym systemie patchworkowym. Może to wydawać się drobiazgowe i zupełnie bez sensu, ale są sprawy (i ludzie), które skutecznie mnie zniechęcają mnie do tego miasta.

Życie w Krakowie było… na początku trudne i skomplikowane. Do tej pory pamiętam, jak pierwszy raz jechałam SAMA z wynajmowanego mieszkania na uczelnię i za nic w świecie nie wiedziałam jak otworzyć sobie drzwi autobusu na konkretnym przystanku. Nie śmiejcie się – totalnie tak było! Do tego momentu zawsze ktoś to robił za mnie, więc było to dla mnie duże przeżycie. Tym bardziej, że z dużym miastem nie miałam do tej pory wiele wspólnego, co najwyżej przelotem. Przerastał mnie ogrom, dlatego co weekend wracałam do rodziców. Potem zaczęłam akceptować tłok, tempo i zabudowane przestrzenie, aż w końcu poczułam się tam jak u siebie. Jakbym po prostu była częścią tego miasta.

Po pięciu latach intensywnego życia w Krakowie odkryłam, że potrzebuję do egzystencji dużego miasta. Chcę mieszkać w mieście. Chcę czuć tempo, szaleństwo i mieć możliwości. Przeprowadzka na Koniec Świata była w tym wypadku ciosem w brzuch, ale traktuję to jako trampolinę do nowego, lepszego życia. I tak, wyprowadzę się stąd, jak tylko będę na to gotowa.

Czy planujesz w najbliższym czasie wrócić do Krakowa lub przenieść się do innego większego miasta?

Tak. Wyprowadzka jest nieukniona i tak naprawdę tylko myśl o tym, że nie jestem tu już „na zawsze” trzyma mnie przy życiu. Nie wiem czy to będzie Kraków – nie wykluczam – ale duże miasto na pewno. Żeby się wyprowadzić, muszę zrealizować listę rzeczy, które usprawnią moją samodzielność (między innymi muszę sprawnie jeździć autem i takowe sobie kupić). Czy to się stanie w tym roku? Na pewno nie. Czy w następnym? Być może.

 

Nie jesteś wkurzona, że musieliście wyemigrować do małego miasta, a teraz podczas gdy ty zostałaś z dzieckiem, twój były siedzi sobie w Krakowie i nie angażuje się za bardzo w wychowanie synka?

Szczerze? Nie. Głównie dlatego, że gdybym chciała, to mogłabym wyemigrować gdzie tylko bym sobie wymarzyła. Sęk w tym, że nie jestem na to gotowa. Na Końcu Świata jest na ten moment stabilinie i bezpiecznie, a ja właśnie tego poczucia bezpieczeństwa teraz potrzebuję. Z resztą – obawiam się, że moja sytuacja jest dużo bardziej komfortowa niż mojego Ex. Mieszkam sama (z dzieckiem i Kotem) i jest mi na ten moment… w porządku. Jego wkładem w wychowanie syna się nie przejmuję, to on będzie potem zbierał plony swoich decyzji.

Chociaż, wiecie,  podejrzewam, że przyjdzie dzień, w którym po postu się spakuję i wyjadę. Tak już mam.

 

Co daje Ci siłę do walki o siebie ?

To będzie dziwaczne, co teraz powiem. Wiecie, bo ja nigdy taka nie byłam. Pamiętam dziewczynę zagubioną, która tupała ze złości, jak coś było nie po jej myśli. Pamiętam kogoś, kto trwonił czas i był mistrzem prokrastynacji. WIecznie niezadowolona, marudna, trochę zrzęda. Opatulałam się negatywnymi myślami i lubiłam topić się w żalu i smutku. Byłam trudna, wiecznie zmęczona i obrażona. Męczyło mnie to, ale nie umiałam się uwolnić.

Myślę, że po prostu sięgnęłam dna. A bycie na dnie ma jedną zaletę – jest się od czego odbić, gorzej już nie będzie. Podjęłam decyzję, że moje życie totalnie się zmieni. Zaczęłam czytać, zagłębiać się w temat rozwoju osobistego, zauważałam swoje błędy. Okazało się, że umiem panować nad swoim charakterem, że umiem go kierować na dobre rzeczy, zamiast złe. Potem zyskałam samoświadomość. No, może jeszcze nie zupełnie jest to ten poziom, który bym chciała, ale jestem już w miarę świadoma siebie, swoich potrzeb, zalet i wad.

Moja siła to życie, które sobie wymarzyłam. Klocki powoli układają się w jedną całość. Będzie w nim miejsce na mojego cudownego Syna, grubego Kota Leona, pisanie książek i… miłość mojego życia. Jestem gotowa przestać udeptywać te biedne motyle w moim brzuchu. Uświadomienie sobie – ale tak głęboko, do szpiku kości – że to jak wygląda moje życie zależy tylko ode mnie i że mam na nie realny wpływ na każdej płaszczyźnie, nieźle kopie w pośladki.

 

Czy jesteś nieśmiała czy odważna? Przejmujesz się innymi?

Usłyszałam ostatnio, że jestem odważną i silną artystyczną duszą. Spodobało mi się to! Nie mam problemów z nawiązywaniem relacji, z szukaniem odpowiedzi, z wypowiadaniem swojego zdania. Nigdy nie byłam nieśmiała – może kiedyś byłam zagubiona i zmieszana, ale na pewno nie nieśmiała. Teraz, kiedy zastanawiam się, czy aby na pewno mam odwagę, pytam siebie: a co najgorszego może się stać?

Czy przejmuję się innymi? Już nie.

Mam teraz na końcu języka jeden, całkiem świeży przykład, ale zostawię go sobie na osobny wpis, bo całościowo będzie poruszał całkiem inny temat. Wiecie, nie przejmuję się już. Macza w tym palce samoświadomość, a ja widzę jak każdego dnia coraz bardziej wisi mi i powiewa to co sądzą o mnie inni.

Nasłuchałam się o sobie masę ciekawych, ale nieprawdziwych rzeczy. Zebrałam kilogramy dobrych, życzliwych i niechcianych porad oraz nakazów w imię mojego dobra. I kiedyś owszem, dostosowywałam się do tego, co chcieli mądrzejsi ode mnie, ale dotarło do mnie, że to moje życie, moje błędy i do jasnej anielki, moje decyzje. Teraz, jeśli potrzebuję porady, pytam. Jeśli nie – nie słucham.

Słucham przede wszystkim siebie, zwracam uwagę na to co mówi moje ciało, bo ciało nigdy nie kłamie. Sprawdzam co czuję, jakie myśli do mnie przypływają. Sprawdzam, czy serce bije mi mocniej z podekscytowania, czy ze strachu. Ufam przede wszystkim sobie i nie przejmuję się tym, że nie wypełnię czyjegoś planu. Głównie dlatego, że mam swój.

 

Pytania możecie w dalszym ciągu zadawać tutaj: O, TU

Tagi:
Share:

Nadine

  • Natalia

    „Nasłuchałam się o sobie masę ciekawych, ale nieprawdziwych rzeczy.
    Zebrałam kilogramy dobrych, życzliwych i niechcianych porad oraz nakazów
    w imię mojego dobra. I kiedyś owszem, dostosowywałam się do tego, co
    chcieli mądrzejsi ode mnie, ale dotarło do mnie, że to moje życie, moje
    błędy i do jasnej anielki, moje decyzje. Teraz, jeśli potrzebuję porady,
    pytam. Jeśli nie – nie słucham.”

    ^ Skojarzyło mi się z fragmentem książki (na który natknęłam się w ostatnim miesiącu dwukrotnie!), w którym mowa jest o tym, czego żałują umierający ludzie (chyba nawet taki ma tytuł). I wiesz czego żałują? Żałują, że nie mieli więcej odwagi, by żyć zgodnie ze sobą a nie z oczekiwaniami innych ludzi.

    „Ufam przede wszystkim sobie i nie przejmuję się tym, że nie wypełnię czyjegoś planu. Głównie dlatego, że mam swój.” <3!