in Łączność z bazą

Jak ułożyć sobie życie?

at
jak-ulozyc-sobie-zycie

Regina Brett w jednej ze swoich lekcji o życiu napisała, że najgorszą rzeczą jaką mogła zrobić, było układanie sobie życia. Okazało się, że zupełnie zapomniała o byciu matką, bo była skupiona na szukaniu mężczyzny, który sprawi, że jej córka będzie miała ojca, a ona – męża. Trochę tak, jakby odłożyła swoje aktualne życie na półkę i ruszyła na poszukiwanie kolejnego. Nie wiem, może potem chciała zrobić transfer swojego dziecka ze starego życia do nowego? “Ach, wiesz, poczekaj chwilę, bo ja mam przecież córkę”. Nie oceniam. Miałam podobny moment w życiu.

Sęk w tym, że życie trzeba sobie ułożyć rozsądnie.

“Układanie sobie życia” ma wiele kolorów. W klasycznym ujęciu ułożone życie to mąż/żona, dzieci, pies, dom, wakacje. Ale o “ułożonym życiu” decyduje tak naprawdę każdy z nas – dla mnie ułożone życie to może być zupełnie co innego niż dla Ciebie. Być może Ty będziesz się spełniać podróżując po świecie, albo uprawiając mały przydomowy ogródek. Dla mnie ułożone życie to praca, którą lubię i w której się spełniam. To rodzina, w której każdy z nas ma swobodę i swoją własną wolność, to spełnianie nawet tych najgłupszych i najmniejszych marzeń jak różowe włosy. Ułożone życie to dla mnie cieszenie się z tego co mam i robienie więcej rzeczy, które sprawiają mi radość. Owszem, jest tam miejsce dla mężczyzny. Jest tam też miejsce na drugie dziecko, domek na plaży, ogród, w którym piszę powieść, regularne podróże i samodoskonalenie. I nie ma w tym absolutnie nic złego, bo każdy ma święte prawo układać sobie to życie tak jak ma ochotę. Problem pojawia się w momencie, kiedy okazuje się, że coś poszło nie tak.

Generalnie układanie klocków w życiu powinno przebiegać bezboleśnie i poniekąd przy okazji – dorastamy, dojrzewamy, podejmujemy decyzje i to one prowadzą nas do takiego a nie innego życia. Jeśli żyjesz w zgodzie ze sobą i słuchasz faktycznie SIEBIE a nie mamy/ciotki/druhny z obozu harcerskiego/guru czy innych stworzeń, które na pierwszy rzut oka mogłyby zmienić twoje nieudane – jak dotąd – życie, to cały proces przebiega jak po nitce do kłębka. Jeśli nie… no cóż, szalenie rzadko osoby trzecie trafiają w nasze faktyczne potrzeby.

 

NAGLE I NIESPODZIEWANIE

Któregoś dnia po prostu budzimy się i NAGLE I NIESPODZIEWANIE dociera do nas, że wylądowaliśmy nie na tej półkuli co trzeba, prowadzimy życie, którego nie chcemy i bujamy się z osobami, na widok których mamy mdłości.

Wtedy następuje drugi etap Układania Sobie Życia. W zasadzie – jest to reperowanie swoich błędnych decyzji z przeszłości. Ale o tym za chwilę, bo w pierwszym momencie nie bierzemy tego pod uwagę. Nie ma opcji, bo przecież zaczynamy życie od nowa!

Czasem jesteśmy do tego zmuszeni, czasem to my decydujemy o tym, że czas wywrócić wszystko na lewą stronę. To nieistotne. Istotne jest to, że uświadamiamy sobie, że w tym całym przedstawieniu coś nie działa.

Albo scenariusz jest kijowy. Albo aktorzy nawalają. Albo teatr stroi na złej ulicy, albo po złej stronie świata. Albo wszystko na raz.

Czasem próbujemy rzucić wszystko i wcisnąć reset. Jeśli jest to możliwe to fantastycznie, ale trochę gorzej, kiedy jednak masz silne połączenie z przeszłością. Nie można wejść do nowego przedstawienia zostawiając samemu sobie poprzedni występ. Jest to fizycznie niemożliwe. Możesz jedynie pracować na tym co masz, a masz dokładnie to co wypracowałaś do tej pory.

Kiedy już się zorientujemy, że to nie zadziała (bo, na przykład, masz dziecko ze swoim byłym), wtedy zazwyczaj próbujemy skompletować nową ekipę, wymieniając starych aktorów na nowych. To jest najprostsze i najłatwiejsze. Wystarczy z jednych ramion przejść do drugich, znaleźć się w dobrym miejscu i w dobrym czasie. To żaden problem wejść w związek, ale problemem wejść w związek, który będzie dobry dla nas.

Często odcinamy się od miejsca i ludzi, przeprowadzamy się, uciekamy. Czasem to trochę bardziej zaawansowane przedsięwzięcie, kiedy, dla przykładu, jesteś odpowiedzialna za Małego Człowieka. Zmiana miejsca, w którym odegramy przedstawienie to też szansa na nowych aktorów. Teoretycznie – czysta kartka. W praktyce, w dalszym ciągu odgrywamy ten sam scenariusz. W innym miejscu, z innymi ludźmi, ale tłuczemy te same scenki, recytujemy te same wiersze i historia zatacza koło.

Jest jednak coś, co działa zawsze i co bez względu na ekipę pracującą nad produkcją i bez względu na miejsce, w którym ten teatr się odegra, historia zmieni się zupełnie. To…

 

…scenariusz

Wiecie dlaczego w pierwszej kolejności rzucamy się na duże zmiany, zamiast zajrzeć do środka? Bo one są obietnicą wielkich rewolucji. Tak jakby rzucenie się w wir życia miało nas samo zaprowadzić na dobre tory – ale tu ciągle wracamy do przykładu doradzającej ciotki, która za nas planuje nasze życie. Te historie są duże – widać je, rzucają się w oczy, zajmują głowę. Znowu wchodzimy w relację, znowu wstrzykujemy sobie adrenalinę, znowu prowokujemy statystów – a nóż widelec, może coś ulegnie zmianie?

Bo praca nad scenariuszem to w pierwszej kolejności przyznanie się do tego, że dało się ciała. Nie jest to działanie z rozmachem, ot, trzeba przesiąść, zastanowić się, pozmieniać kilka rzeczy, przepłakać kilka kolejnych. Nie da się wtedy naładować i przepchnąć dręczących uczuć innymi emocjami, tak jak wtedy, kiedy zajmujemy się rzeczami niezależnymi od nas. Praca nad scenariuszem jest ciężka i bolesna, dlatego zazwyczaj zabieramy się za nią dopiero wtedy, kiedy orientujemy się, że bez względu na obsadę i miejsce przedstawienia – hitu nie będzie, jeśli nadal będziemy odgrywać ten sam, nudny plan.

Wiecie co się stanie, kiedy zmienimy scenariusz? Kiedy faktycznie przysiądziemy do tego, żeby sprawdzić wszystkie role, wszystkie sceny i wszystkie przypisy? Wtedy będziemy w stanie wskazać miejsce, w którym najlepiej się on rozwinie. A potem będziemy wiedzieć, kto najlepiej sprawdzi się w jakiej roli.

I właśnie to jest ułożone życie. Zaczyna się w głowie, od scenariusza.
I ja je mam.

Share:

Nadine

  • Jak dobrze, że wróciłaś <3

    Ja scenariusz też mam, ba nawet nawet aktorów już zatrudniłam, czekam jeszcze na kilku, ale to kwestia stawki i angażu. To kiedy wystawiamy przedstawienie ? 🙂