in Łączność z bazą, Uncategorized

Gotowość.

at
gotowosc

W przedbiegach

2017 rok – 12 miesięcy, podczas których rozpoczęłam tworzenie programu Życie 2.0. Uczyłam się wielu rzeczy, sprawdzałam co jest „moje” i co mi odpowiada. Ostatnie miesiące roku to była wersja testowa, a ja sama z dziką radością płynęłam. Było fajnie! Działo się dużo, zazwyczaj zgodnie z planem.  Zapisywałam wszystkie momenty na dysku twardym w mojej głowie. Są jak foto-klatki, a ja wracając czuję smak, zapach i emocje, które wtedy przeżywałam.

Kiedy w Sylwestra, o północy, paliłam zimne ognie na 7 piętrze mieszkania przyjaciółki, nie wiedziałam jeszcze JAK DUŻĄ moc będą miały moje intencje. Intencje, które zaczęły się realizować dosłownie kolejnego dnia. Obiecałam sobie, że rok 2018 to będzie rok na programie Życie 2.0. Ekscytowało mnie to i przerażało jednocześnie, bo wersja testowa była bezpieczna, z założenia nie przewidywała poważnych decyzji, które wywracają wszystko na lewą stronę i obracają o 180 stopni.  Kiedyś jednak trzeba odpalić wersję pełną i dla mnie tym granicznym momentem był właśnie sylwester. Poza tym, no błagam, ile jeszcze można się chować przed światem?

Przedstawienie czas zacząć

Stałam tam, na tym balkonie i chciało mi się płakać. Trochę ze szczęścia, trochę ze strachu, trochę z tego, że sama siebie powinnam walnąć w głowę tym zimnym ogniem, bo pomysły, które do mnie przychodziły były.. no cóż, dość śmiałe. ZBYT śmiałe, jak na moje dotychczasowe życie. Wszystko zaczynało się układać. Kolejne drzwi zaczynały się otwierać. Multum możliwości, zbiegów okoliczności i darów od losu. A ja, zamiast się tym cieszyć, rozglądałam się na boki, bo jedyne co przechodziło mi przez gardło to:

– Ale chwila, chwila… I to tyle? To wszystko przychodzi TAK ŁATWO? Gdzie jest haczyk?

Z pozycji postrzelonego zająca każda rzecz przychodząca bez trudu, gdzie wszystko idzie jak po sznurku, bez komplikacji, bez zastrzeżeń jest PODEJRZANA. I tak oto zaczęłam się zastanawiać, czy przyjdzie czas, kiedy przestanę wszędzie szukać podstępu? Czy może to kwestia bycia gotową?

Czy gotowym się JEST i to kategoryczne? Czy może do gotowości się dorasta, oswajając nowe zjawisko? Czy mogę oswajać je bez względu na powagę i wagę sytuacji czy może niektórych rzeczy się nie oswaja, bo w jakiś sposób możemy je blokować? Czy serce się otwiera wtedy gdy jest się gotowym, czy to powolne otwieranie serca sprawia, że ta gotowość się pojawia?

Po czym poznać, że to już czas? Na przeprowadzkę, na związek, na ścięcie włosów czy nową sukienkę?

„Gdy przestajesz się bać – opinii innych, niekomfortowego przez jakiś czas życia – gdy wiesz, że przyjmiesz zmianę z radością i zdajesz sobie sprawę, że nawet jeśli nic nie będziesz zmieniać to i tak coś zaboli od czasu do czasu. Gdy w twojej głowie zmiana nie równa się bólowi, a szczęściu.” – napisała jedna z Dziewczyn w naszej grupie wsparcia: Wracam do siebie!

A co jeśli strach miesza się z ekscytacją, pragnieniem zmiany  i świadomością, że nie ma miejsca na pomyłki, bo decyzje – przede wszystkim te duże – podejmuję nie tylko za siebie? Czy można go jakoś zakneblować? To znaczy, strach . Jeśli tak, to czym?

I czy to, że czuję strach, to znaczy, że filtruję wszystko przez pryzmat moich doświadczeń, czy może, że to nie jest dla mnie? Czy zawsze ma się pewność? Taką na śmierć i życie? Czy tego filtru można się pozbyć? Czy postrzelony zająć może przestać zauważać, że jest postrzelony?
Czy to wszystko znaczy, że potrzebuję czasu, czy może, że to nie ta droga? A nawet jeśli nie ta, to czy powinnam czekać aż pojawi się nowa czy może iść po prostu przed siebie? A co jeśli to jednak ta droga, a ja ją przegapię? Gdzie tu jest haczyk? I czy wszystko musi odbywać się z próbą generalną, czy może od razu wystawimy premierę?

Znam teorię, w której pewność objawia się tym, że dyskomfort sytuacji w której się znajdujesz jest tak duży, że każde rozwiązanie będzie od tego lepsze. A co jeśli nie mam dyskomfortu, a po prostu… nową sytuację?

Do tej pory wszystko traktowałam na zasadzie YOLO, niekoniecznie przejmując się konsekwencjami. Teraz czuję, że muszę wziąć krok w tył i złapać dystans. Miło było tak spontanicznie wpadać w nowe zmiany, a potem dopiero się zastanawiać nad prawem przyczyny i skutku, ale teraz nie mogę sobie na to pozwolić.

Co jeśli przed chcę stoi wykrzyknik, przed powinnam znak zapytania, a przy mogę wielokropek? I co jeśli serce, głowa i doświadczenia przekrzykują się nawzajem? I wreszcie…  skąd brać poczucie gotowości? Może można je w sobie wyrobić?

Na te i wiele innych pytań, mam nadzieje,  odpowiem sobie później. A jeśli Wy znacie odpowiedź, to ja chętnie posłucham/poczytam.

 

Tagi:
Share:

Nadine

  • <3

  • Dominika

    Pierwszy raz postanowiłam, że napiszę krytyczny komentarz na czyimś blogu, bo dotychczas wychodziłam z założenia, że powinno się w takich sprawach siedzieć cicho. Jednakże teraz to już nie wytrzymałam. Nie gniewaj się Nadine, ale jednak mi bardzo brakuje twoich starych tekstów, do których się chciało wracać. Tam była różnorodność, ciekawość. Były poważne artykuły o życiu, ale też te wesołe, czy też przepisy, polecajki książek i tak dalej. Rozumiem, że zaszły w twoim życiu poważne zmiany. Wiem, że jest nowy etap w twoim życiu (tym bardziej że dziecko dużo zmienia), fajnie że się w tym odnajdujesz i jak najbardziej ci kibicuję i nie życzę źle, ale mimo wszystko… Za dużo tego psychologicznego rozkminiania, poradnikowania, analizowania wszystkiego i pompatycznego podejścia do wszystkiego. Łączności z własną bazą, zmienianie wibracji, proces krystalizacji, gotowości, odnajdywanie siebie, zarzucanie kotwicy i tak dalej… Serio za dużo tego jednego i tego samego.
    Naprawdę mam wrażenie, że wszystkie teksty z nowej strony są w tym samym stylu i trafiają tylko do bardzo wąskiego grona odbiorców, którzy mogą być tymi „życiowymi przemyślaniami” zainteresowani. A szkoda. 🙂 Pewnie ktoś mi odpowie, że „to nie czytaj tego bloga” i owszem, usunę ten blog z listy obserwowanych na feedly, tylko po prostu zwyczajnie szkoda, że blog z tych ulubionych wylądował właśnie na samym końcu listy. 🙂

    • Dzięki Dominiko za komentarz!
      Przestałam się „czuć” w tamtym blogu, nic na to nie pordzę. Teraz też czuję się niekoniecznie „u siebie”, ale mam nadzieję, że na nowo odnajdę się w blogosferze. Trochę tęsknię. 🙂
      Ściskam, rozumiem i dziękuję. ;*

  • W sumie to Cię podziwiam za taką rozkminę. Ja należę do ludzi, którzy bardziej „tu, teraz, w tej chwili, bo zaraz się skończy świat”, a później świat się jednak nie kończy i przychodzi refleksja, że w sumie to mogłam zrobić to inaczej ale za bardzo chciałam.

    Gotowość według mnie to pełna zgoda na rezygnację z tego co było dotychczas, tylko taka bez efektu jojo.
    Jesteś odpowiedzialna za siebie więc rób tak żeby zwyczajnie po ludzku było Ci dobrze <3

  • a gdyby tak zamienić znaki zapytania na wykrzyknik?