in Kobieta, Łączność z bazą

Dzień, w którym przestałam Cię potrzebować

at
dzien-ktorym-przestalam-cie-potrzebowac

Na początku myślałam, że nadejdzie lada chwila. Świat się wali, odsuwam stopą gruz, żeby zrobić przejście na nowe i oto nadchodzi – dzień, w którym przestaję Cię potrzebować.

Nic bardziej mylnego.

Kiedy długo nie nadchodził, zaczęłam myśleć, że może po prostu tak mam i dziura w okolicach klatki piersiowej po prostu musi zostać przez kogoś zasklepiona, żebym przestała to czuć. Nie było dnia bez jednej myśli skierowanej w stronę braku relacji z drugim człowiekiem. Myślałam, że to już nigdy się nie skończy i zawsze będę wysyłać kroplę tęsknoty do bliskości i poczucia bezpieczeństwa (czego, tak przy okazji, nigdy nie miałam). Ale oto nadszedł – dzień, w którym przestałam Cię potrzebować, Mężczyzno. 

Pewnego razu się obudziłam, wciągnęłam na tyłek jasne dżinsy, włożyłam szmaragdową koszulkę wykończoną koronką, spięłam włosy w niedbałego koka, podkreśliłam policzki zimnym różem, włączyłam muzykę, zrobiłam kawę, otworzyłam kalendarz. Zabrałam się do pracy, zaplanowałam sobie wieczór i wtedy na messengerze zobaczyłam wiadomość z pytaniem jak mi tam SAMEJ. 

Dobrze, dziękuję.

Chociaż w pierwszej chwili byłam zaskoczona i mocno zdziwiona. Jak to – samej? Ale… czego dotyczy pytanie?

Dotarło do mnie, że od jakiegoś czasu nie interesuje mnie temat relacji damsko-męskich, które miałyby odgrywać się w moim życiu. Nie mam ochoty  wpuszczać kogokolwiek głębiej do mojego świata. Nie mam potrzeby. Naprawdę wygodnie śpi mi się na moim odjazdowym, dwuosobowym łóżku.

Lubię mój chaos, który robię rano, kiedy zbieramy się do żłobka. Każdą minutę dnia mam zajętą. Wyszukuję kursy, piszę, dbam o rozwój osobisty i duchowy. Mam czas pomedytować i naprawdę widzę w tym sens, chociaż kiedyś kompletnie tego nie rozumiałam. Lubię poćwiczyć jogę albo kompletnie się zmęczyć z Ewką. Lubię też chodzić po domu w zielonej maseczce na twarzy. Czytam książki, oglądam filmy, podejmuję decyzje, które zaważą na przyszłości mojej i mojego dziecka. Pytam sama siebie czego naprawdę chcę, czy mi z tym wygodnie i jak się czuję. Mam dziką satysfakcję z podejmowania decyzji, które są niezgodne ze zdaniem większości, a akurat mi pasują. Wchodzę na wyższe wibracje i przestaję dogadywać się z tymi, którzy zostali na wibracji niższej i nie planują podciągać do góry. Dla równowagi – przychodzą kompletnie nowe osoby do których jest mi sporo bliżej.

Nadal szukam swojego miejsca na ziemi i swojej misji. Poszukiwania same w sobie są ekscytujace. W ogóle, to totalnie super zagłębić się w siebie i po prostu dobrze poznać się z tym kimś, kogo widzi się w lustrze.

Jest mi dobrze. Mam na ten moment stabilne życie i masę projektów, które realizuję. To też dla mnie nowość, bo kiedyś po prostu się tego bałam. Mam też niezliczoną ilość pomysłów na wykorzystanie wolnego czasu i wyciskam z tego możliwie jak najwięcej. Ćwiczę intuicję i daję dojść do głosu sercu. Każdego dnia się zmieniam. Ostatnio z radością odkryłam, że kiedy mam kłody pod nogami, to zamiast zacząć się nad sobą użalać (co praktykowałam jeszcze jakiś czas temu) zastanawiam się czego ma mnie to nauczyć i jakie są opcje wyjścia z tej sytuacji. To fantastyczne obserwować zmiany, które zachodzą we własnym wnętrzu.

Zajmowanie się sobą, odkrywanie nowych rzeczy na swój temat to wbrew pozorom pracochłonne zajęcie. Ale ile daje radości!

Na ten moment nie potrafię sobie wybrazić osoby trzeciej w moim domu. Znajomości z kategorii relacji damsko-męskich trzymam na dystans i dobrze mi z tym. Wszystko jest tak jak powinno. Najpierw tworzę siebie, swój świat i świat mojego dziecka, a potem będziemy się zastanawiać kto zasługuje na to, aby do tego świata wejść.

Jestem pewna, że w końcu przyjdzie taki dzień, w którym spotkam osobę o podobnej wibracji co ja. Wiem też, że żeby tak się stało, sama muszę stać się „odpowiednią” osobą. Przede wszystkim koniec z „potrzebowaniem”, a początek z „chceniem”. Mam też głębokie przekonanie, że będę wiedziała, że to ta osoba. Ale to nie teraz, zajęłam się życiem.

A teraz, wybaczcie, ale idę dalej prowadzić słodkie życie singielki, która stoi na czele fanstastycznej brygady w osobie Kropka i Kota Leona.

PS: Wychodzi na to, że jednak dziury łatają się same i nie potrzeba do tego mężczyzny.

Nadine

  • Kasia Dębińska-Łatak

    Doskonale Cię rozumiem i myślę podobnie <3

  • Tak myślę, że po rozstaniu człowiek (nieważne czy facet czy babka) potrzebuje trochę czasu, żeby dojść do ładu i zaakceptować nową sytuację. Szukanie drugiej połówki na siłę mija się z celem, najpierw samemu trzeba sobie wszystko poukładać. Jak wpakujesz się w kolejny związek za wcześnie, kiedy nie jesteś gotowa to tylko unieszczęśliwisz siebie i tą drugą osobę. Ale też nie zamykaj się całkiem na świat i na facetów, bo być może spotkasz kiedyś takiego, który jest właśnie tym jedynym (nie koniecznie musisz to wiedzieć na samym początku, uwierz mi na słowo). Szkoda by było stracić szansę na coś fajnego przez uprzedzenia i wmawianie sobie, że to jeszcze nie czas 🙂 Człowiek nigdy nie jest gotowy na zmiany, ale kiedy one nadchodzą, to cała sytuacja przestaje być taka straszna, jak się wydawała wcześniej 🙂
    Podsumowując – nie warto przeginać w żadną stronę 🙂